#jakoszczedzac

Pod wpływem filmów na YouTube spod #declutering oraz #frugallife, naszły mnie przemyślenia na temat tego, co uważam za wydatek zbędny a co za dobrą, choć droga inwestycję.

Uważam że żyję skromnie. Jeśli jednak chcę lub potrzebuję, potrafię wydać na siebie bardzo duże pieniądze. Nie jestem sknerą.

20 rzeczy na których oszczędzam:

-kosmetyki do pielęgnacji twarzy- nie ma opcji aby krem za 300zł zrobił to samo, co jakikolwiek zabieg estetyczny. Lepiej smarować się kremem Ziaja, który i tak ma super skład, i parę razy w roku iść do dobrego gabinetu medycyny estetycznej. A nawet bez zabiegów, tani krem, dobry SPF i nauka automasażu twarzy wystarczą. Starzenie się to proces naturalny. Twarz 50+ wygładzona do zera zmarszczek wygląda przerażająco nienaturalnie.

-kosmetyki do ciała- żaden krem nie zastąpi ćwiczeń. Lekkie biegi, joga, trening siłowy mogą przynieść efekty. Krem za 100zł da ten sam efekt co masełko Isana za 11zł i loofah do peelingu ciała. 

-kosmetyki do makijażu- uważam że (zwłaszcza w pewnym wieku) lepiej mniej a dobrze. Podkład, puder, tusz i szminka w zupełności wystarczą większości kobiet. Jeden cień do powiek, róż do policzków lub bronzer i mamy makijaż "full wypas" na każdą okazję.  A mówię to jako osoba, która pracowała z kosmetykami do makijażu i pielęgnacji przez 13 lat.

-ubrania- większość ubrań wykonana w stu procentach z bawełny, wełny, lnu ewentualnie z dobrych dzianin typu wiskoza, jest tak droga, że mało kogo stać na trzydrzwiową szafę wypchaną po brzegi. Nie mówiąc o tym, że tak regularnie to używamy może trzydziestu rzeczy leżących w szafie.

-akrylowe paznokcie lub hybrydy- zrezygnowałam, mimo iż umiem zrobić sama, stylista paznokci to mój wyuczony zawód. Nie umiem jednak pogodzić się z wmawianiem sobie i innym że tona plastiku na paznokciu to naturalny i piękny wygląd. Perfekcyjne paznokcie kosztują dzisiaj ogromne pieniądze i mało kogo stać na ten luksus. Zadbana, naturalna płytka (ewentualnie mleczny lakier) wyglądają 12/10 

-dodatki do ubioru, ozdoby do mieszkania- jeśli znasz siebie i swój styl, to nie potrzebujesz setki gadżetów na każdą okazję, a po co kupować dziesiąte podobne kolczyki czy dwudziesty taki sam wazonik?

-prezenty- okazje świąteczne, urodzinowe to dla nas szansa na spotkanie się w miłym gronie, przy kawie i dobrym ciastku. Z większością osób ustaliłam brak prezentów. Każdy przyjął to z ulgą. Jedynie na urodziny i pod choinkę robimy drobne podarki z najbliższą rodziną (rodzice, partner). 

-laptop, telefon etc- dla mnie, osoby która odpala laptopa dla YT, Spotify czy do pisania i odbierania @, wystarcza dziesięcioletni obecnie laptop. Telefon kupuję możliwie najtańszy marki  Samsung. Wykonuje połączenia głosowe i wysyła smsy tak samo jak ten za 8K. Oczywiście, jeśli potrzeba komuś do pracy lepszego sprzętu, rozumiem. Mi zwyczajnie nie potrzeba.

-telewizor- po prostu nie posiadam

-odkurzacz- nie posiadam

-samochód- nie posiadam, rozumiem że przy dzieciach lub w celach zawodowych bywa to wydatek niezbędny.

-zmywarka- również nie posiadam

-sprzęty kuchenne- zdrowe gotowanie jest proste, wystarczy kilka podstawowych sprzętów, ewentualnie Airfryer. Codzienne odpalanie piekarnika dla jednej osoby wydaje mi się absurdem. Dopóki nie zaczęłam parzyć kawy w dripie Hario, nie miałam nawet czajnika. Woda z rondla nadaje się do herbaty czy French Pressa tak samo dobrze.

-meble- mam łóżko, biurko, szafkę na ubrania i odziedziczony po dziadku antyczny stolik do brydża. Nie umiem grać w brydża. Nie miałabym też czego schować do większej ilości mebli.

- płyty CD, winylowe, książki- dwie pierwsze pozycje są wg mnie zbędnym wydatkiem. Tak długo jak nie jesteśmy melomanami, kolekcjonerami, pasjonatami muzyki. Książki kupuję tylko te, które używam do nauki interesujących mnie rzeczy. Lubię wtedy robić na nich notatki, zakreślać, pisać po nich itd, więc biblioteka odpada. Zawsze szukam używanych. Inne pozycje albo pożyczam, albo ściągam z internetu.

-naprawy i remonty- wzywam fachowca gdy utknę na etapie, którego nie jestem już w stanie sama pokonać. Najpierw czytam, oglądam i rozkręcam ile umiem samodzielnie. W wielu wypadkach okazuje się że po 4h pracy mamy sprawny sprzęt i 1000zł w kieszeni. A jestem techniczno mechanicznym laikiem.

- wyjścia na miasto- imprezy, z których wracamy z cienkim portfelem i kacem gigantem są niezdrowe i absurdalne. Jedzenie na mieście to dla mnie albo jakaś duża okazja, albo chęć poznania nowej kuchni której nie umiem odtworzyć w domu. Zwłaszcza gdy nie wiem czy mi posmakuje. Najlepiej łączyć dwa w jednym- iść z okazji jakiegoś jubileuszu spróbować czegoś nowego. Umiejętność gotowania to jedna z podstaw przetrwania. Dbanie o swoje zdrowie. To również możliwość zaproszenia, w ramach tych samych pieniędzy, większej ilości osób do siebie, wspólne gotowanie i biesiadowanie. Tworzenie wspomnień lepszych niż wyjście do KFC.

-wyjazdy z biurem podróży- nigdy nie byłam na takim zorganizowanym wyjeździe

-używki- nigdy nie paliłam nałogowo, nigdy nie piłam dużo alkoholu. Obecnie wypije może jedno piwo lub pół lampki wina na trzy miesiące. W tym roku wypaliłam może siedem papierosów. Uważam że wszystko jest dla ludzi, ale rozsądnie jest nie wydawać pieniędzy na marnowanie sobie zdrowia

-woda butelkowana- piję kranówkę z butelki z filtrem

-kawa na mieście- tutaj czuję że jestem sknerą, ale boli mnie zapłacenie 25zł za kawowego szejka napakowanego syropem i innymi dodatkami. Większość napojów w miejscach typu Costa czy Starbucks to zamienniki wyjścia do cukierni, a nie kawiarni.  

 Czy tak się żyje łatwiej? Nie. Czy trudniej? Nie. Na 100% tak się żyje oszczędniej. A w obecnych czasach większości z nas przyda się ustalenie kilku spraw, na których możemy zaoszczędzić pieniądze.


#minimalizm #prostezycie #skromnosc #oszczednosc #jakoszczedzac #pieniadze #wydatki #nadmiar #jakogarnaczycie #frugal #frugallife #niekupuje #s20thingsidontbuy #thingsidontbuy #antihaul

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#deinfluencing

#prostezycie